wtorek, 15 lipca 2014
Ciągły brak czasu na pewne rzeczy w moim życiu powoli staje się chorobą. Tylko jutro dzieli mnie od zobaczenia się z bliskimi. W czwartek wstanę o poranku, godzina 4 pobudka, śniadanie, ostatnie rzeczy do spakowania i rozpocznie się podróż, moja pierwsza wizyta od tak nieodległego czasu, kiedy tu przebywam. Trochę się ciesze, nie mogę powiedzieć, że nie, jednak na dobrą sprawę przyzwyczaiłam się do życia tutaj, (za szybko się przyzwyczajam). Nie mam żadnych planów, bo i tak z nich mi nigdy nic nie wychodzi, zwłaszcza kiedy coś jest nie zależne tylko ode mnie. Przyszły rok mam nadzieje, że spędzę tak jakbym chciała w tym roku, jednak coś mnie trzyma. Tylko co właściwie? pieniądze? niekoniecznie. To chyba swoboda, choć też nie do końca o to mi chyba chodzi. Jednak, ciesze się, ciesze się i nie mogę się doczekać, bo wiem, że pewnym prezentem uszczęśliwię jedną z ważniejszych osób w moim życiu - mojego przyjaciela. Ale na to muszę jeszcze poczekać te kilka dni. A teraz, siedzę, przesłuchuję po raz -etny T.B.Z.D. i zaraz idę zrobić 'zdrową kolacje'. serio? #nie_poznaje_siebie_juz_nawet_na_siema
Subskrybuj:
Posty (Atom)