środa, 26 października 2011
Właściwie to się powinnam cieszyć, bo nie ma źle..zaraz pójdę sobie zrobić mój ulubiony kisiel, a w sumie to NASZ ulubiony kisiel, bo cytrynowy jest najlepszy i dlatego mam 5 tych paczek, czy torebek czy jak to się tam nazywa. Ale cholera z drugiej strony coś we mnie cierpi. Dusza? nie wiem, w każdym bądź razie jest do ból niefizyczny i nie mam pojęcia jak go uleczyć. Mam tyle ambicji, pomysłów, planów, marzeń.. a nie wiem od czego zacząć, co robić, jak robić i czy to co chcę robić jest dobre? Jak zwykle tysiąc pytań, zero odpowiedzi. Po pierwsze chce żyć inaczej, mieć ojca, z którym mogłabym porozmawiać o wszystkim i o niczym. Po drugie, żeby Tomuś żył, miał teraz 9lat, chodził do szkoły, kłócił się ze mną, bił mnie a ja jego, chcę mu mówić jak bardzo jest nieznośnym bratem, ale w sercu tak cholernie Go kochać, że nie oddałabym Go za żadne pieniądze świata. Chcę żyć w dostatku, chodzić na lekcję tańca, mieć na to czas i czerpać z tego ogromną radość. Robić coś więcej niż się tylko uczyć, czy spędzać czas przed komputerem. Chodzić na siłownię albo regularnie biegać przez jakiś czas. Chcę być dobrym człowiekiem, wiedzieć jak iść, co robić, by niczego nie żałować, albo chociaż niewielu rzeczy żałować. Czy to aż tak wiele? Czy moje marzenia są jedynie tylko po to, żeby o nich tylko mówić? Co robić, żeby było chociaż w połowie tak jak ja chcę? Kolejny wieczór nad tym wszystkim myślę i płaczę. Chcę się przytulić, żeby chociaż przez chwilę zapomnieć o tym, poczuć się bezpiecznie, poczuć, że mogę mieć wszystko. "CHCĘ", a tak na prawdę pozostaje mi tylko łóżko, mp4 i chusteczki. Za dużo chcę, za mało robię, yhy, wiem, wiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz