Chyba czas na podsumowanie tego roku:
Ten rok był wyjątkowy i (jak na razie) najbardziej zakręcony. Straciłam przyjaciółkę, którą próbowałam odzyskać, ale się nie udało. Czy niestety? Nie wiem, chyba nie. Podobno przyjaźń jest nieśmiertelna i nic nie potrafi jej zniszczyć, a jeśli tak się stało to nigdy nie nazywało się to przyjaźnią - nieprawda. Sądzę, że kiedyś ta przyjaźń istniała, ale pomału wygasała, aż w końcu zgasła całkowicie. Trudno. Chociaż nie mam takiej osoby, z którą mogłabym się powygłupiać jak z nią, bo czasem potrzebuję takiego bycia małym dzieckiem, jak już wspominałam wcześniej - trudno. W tym roku poznałam też dużo niesamowitych ludzi, których nigdy nie zapomnę, z którymi spędziłam cudowne chwile, prawdopodobnie nigdy się one nie powtórzą, ale to co się wydarzyło zawsze będę pamiętać i serdecznie tym osobom dziękuję. Za to, że pewnie w nieświadomy sposób poprawiły mi humor, jeśli byłam smutna. Że wydarzyły się takie rzeczy, które normalnie nikt by tego nie zrobił/ nie powiedział. Pod względem nowych znajomości,imprez ten rok był jak najbardziej udany. Skończyła się w końcu kłótnia pomiędzy wujkiem i ciocią, a babcią i dziadkiem. Moje życzenie się spełniło - dziękuję. W tym roku zmieniło się też moje nastawienie do religii. Jeśli wydarzyło się coś o co prosiłam i się spełniło zaczęłam wierzyć, jednak codziennie nie czuję takiej potrzeby chodzenia do kościoła. Ale o tym może kiedy indziej, nie dziś. W 2011 roku było również dużo przykrości, smutku i łez. Dowiedziałam się, że miałabym brata - Tomusia, miałby teraz 9 lat, byłabym dla Niego najlepszą siostrą na świecie, ale i tak bym się z nim kłóciła, siłowała, a on skarżyłby się mamie, ja bym dostała ochrzan i byłoby pięknie, normalnie, ale tak nie jest. Za każdym razem kiedy wspominam o Nim bardziej niż zwykle płaczę, brakuje mi powietrza. To chyba tęsknota za czymś czego nigdy się nie miało i mieć nie będzie. Chyba jednak istnieje coś takiego. Ten rok jak wspominałam na początku był wyjątkowy i zakręcony między innymi z tego powodu, że plus minus w połowie tego roku, no może trochę wcześniej.. zakochałam się w takim chłopaku i jestem zakochana w Nim do teraz. A zaczęło się w lutym (czternastego). Zaczęło się coś, co nie można było nazwać miłością ani przyjaźnią. Później sprawy się tak potoczyły, że uważałam Go za przyjaciela i uznaliśmy, że się to nie zmieni. Ale ja się zakochałam i powiedzmy, że czekałam, kiedy On zakocha się we mnie, chociaż tak naprawdę myślałam, że mnie kocha już wcześniej, ale mniejsza o to, nieważne. W każdym bądź razie teraz jestem szczęśliwa z tego, że kocham i jestem kochana (ja już od jakiś kilku miesięcy, on nieco krócej). Z pewnością mam lepszy kontakt z kuzynem i kuzynką. Jeśli będzie tak jak jest, albo i jeszcze lepiej to będzie już w ogóle wspaniale. Te plany, spontany. Żałuję, że nie mieszkam w Czechowicach, bo byłabym bliżej, ale nic. To chyba tyle, ale pewnie i tak jeszcze o czymś zapomniałam. Podsumowując ten rok był dobry czy zły? Tutaj można się zastanowić. Zmieniłam się, wydaje mi się, że na lepsze. Stałam się silniejsza, ale niekiedy byłam zbyt wrażliwa. Może straciłam przyjaciółkę i stałam się przez to kimś strasznym dla znajomych, kimś z kim najlepiej się nie zadawać, bo jestem fałszywa. Tak to bywa, że kiedy jest większe 'stado' to potrafi ono przejąć przewagę. Kiedyś się tym przejmowałam, teraz idę do przodu. Mam wspaniałą koleżankę, najlepszą pod słońcem, z którą spędzę jutrzejszego sylwestra i prawdopodobnie gdyby nie ta 'utrata' Agaty nigdy bym jej tak bardzo nie poznała, jak znam ją teraz, nigdy by ta nasza.. miłość z Tomkiem tak nie wyglądała, a pewnie już dawno byśmy udawali, że się nie znamy. Tak, tak..takie gdybanie. Z nowym rokiem sobie życzę poznania wspaniałych ludzi, odnalezienia przyjaźni, tej jednej przyjaciółki, trwania tej miłości, bo naprawdę bym się cieszyła, jeśli byłoby tak jakbym chciała i poprawy mojej urody, na którą narzekam i narzekam, bo jest na co narzekać :D Każdy rok jest inny od poprzedniego, nie tylko pod względem zmieniającej się daty. Każdy rok to nowi ludzie, nowe wspomnienia, nowa muzyka, być może i nowe miłości, ja przetrwałam ten rok z jedną miłością i przyszły rok chcę spędzać również z tą samą ;) a zobaczymy jak będzie. Właśnie to jest takiego magicznego, że nie wiemy co przyniesie nadchodzący nowy rok. Może przynieść więcej szczęścia od poprzedniego, ale może i być przeciwnie. Jesteśmy kowalami własnego losu, ale niekiedy nasz los spotyka taka tragedia, na którą nie mamy wpływu. Życzę wszystkim zdrowszego, szczęśliwszego, wspanialszego, pogodniejszego Nowego Roku, pełnego miłości, radości i 'wiecznego pompowania krwi do żył' ^^ życzy Maja :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz