Wiedziałam, że poniedziałek będzie dobry. Zazwyczaj taki jest. Zaraz lecę ogarniać na próbne, a teraz nie chce mi się nic, ale coś trzeba zrobić konkretniejszego i ambitniejszego niż siedzenie przed tym komputerem -.- chciałabym jeszcze dopowiedzieć, że 'takie coś' to ja mam gdzieś i żeby się szczerze pie*doliły! Jeszcze nie wiele do końca roku, wytrzymam, ale od jakiegoś czasu mnie to generalnie wkurza. Pierdolić taką sztuczność uczuć, to aż z nich kipi. Jeśli też taka byłam przebywając w ich towarzystwie to ja jebię. Już wcześniej wiedziałam, że to dobra decyzja, żeby się od nich odizolować, czasami brakowało mi tych "odpałów", teraz zbieram kolejne potwierdzenia: dziś było kolejne. KONIEC.
+ nie żeby coś, ale pomysł z nagłym przytyciem był w cholerę głupi. Teraz to czuję ;/ fuuu. Ale już wiem, że nie potrafię przytyć i nie wiem czy się mam cieszyć czy płakać. Dziś jadąc na rowerze na przystanek prawie mnie zrzuciło z drogi, idąc też, ja się pytam: "dlaczego?" no, ale to akurat jest mój najmniejszy problem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz