Znowu wróciłam do domu po godz. 19. Ale dziś było udaniej niż wczoraj. Lubię rozmawiać, szczególnie, kiedy nie rozmawiałam z nim i nie widziałam Go bardzo dawno, w sumie to była nasza jedyna tak poważna rozmowa, a może nie tak poważna jak inteligentna :) i bardzo mi pomogła w podjęciu decyzji. Moja maruda- Maciuś tak już urósł, a jest taki kochany jak żadne dziecko na świecie <3 "niesiamowite" *.* kocham tego szkraba. Muszę częściej tam jeździć. Ogólnie to dzień zaliczam do jak najbardziej udanych, nie ma co. Non stop jem, to jest już straszne. Jutro występ przed biskupem - cudownie. No nic, idę, jeść, kąpać się, myśleć, spać. Dlaczego nie pojechałam dziś do parku? czyżby drobny lęk? Coś się dzieje, tylko jeszcze nie wiem co. Napiszę, to pewne. Spróbuję, chociaż ja, ale na razie nie mam czasu i to mnie boli. Ale od poniedziałku już rekolekcje czyli...welcome Północ :)
/"Bo jest parę złudzeń, które warto mieć by żyć"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz