wtorek, 15 kwietnia 2014

Wstałam przed 9, wypiłam herbatę, zjadłam batonik i ruszyłam w jogging. Lubie tak zaczynać dzień, zwłaszcza kiedy pogoda jest wręcz idealna. Lekki whuuurw, że nie przyszła paczka, na którą czekałam. I na spacer wyszłam dopiero po 15. Szkoda, że nie znam tu nikogo, wtedy nawet taka dziura wydałaby się bardziej interesująca, bankowo. Potrzebuje trochę dyscypliny, potrzebuje z kimś porozmawiać, potrzebuje znajomych w tym kraju, bo nie poznaje już siebie nawet na siema. Tyle potrzeb, tyle zamiarów, tyle czasu, a ja tego za nic nie potrafię wykorzystać. DNO. Wielkanoc wkrótce, taka chrześcijanka ze mnie, że szkoda słów. Jutro do południa wycieczka do Inverness, na zakupy, na święta, będzie jedzenia w trzy dupyyy. Szkoda, że to kolejne święta z dala od dziadków. Smutno,tęskno, trochę, wchvj. Jebana emigracja.

COTOZAWIEŚNIARAROBIFOCIEWLUSTRZEODSZAFY



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz