niedziela, 4 września 2011

sunday bloody sunday.

Net mi coś nie działał, ale "naprawiłam". Niedziela jak niedziela, szału nie ma. Jak pomyślę sobie o tym tygodniu to robi mi się źle, bardzo źle. W piątek pierwsze spotkanie do bierzmowania, super. Znowu mam fazę na Hifi Bandę, bardziej na Dioxa, bo wiadomo :D wczoraj siedziałam sobie na łóżku, słuchałam mp4, robiłam bransoletkę i wsłuchiwałam się w to o czym rapują, brałam kartkę, długopis i zapisywałam te cytaty, które mi się najbardziej podobały. I tak mi minęło wczorajsze popołudnie i wieczór. No cóż, trzeba jakoś coś ogarnąć, ale mi się nie chce. Chyba wyzdrowiałam. Gardło mnie już nie boli i nie mam kataru.. na razie. Ogólnie to muszę sobie kupić takie zajebiste buty i taki zajebisty płaszcz xD Kasa będzie to za jakiś czas i witam BB. 20 września <3 bardzo bym się cieszyła, gdyby się udało jechać w sobotę poprzedzającą 20.09, albo tą późniejszą, jechać do kina z Nim ^^ ale się zobaczy, pewnie mu się nie będzie chciało to nie pojedziemy. Gdzie tam jeszcze do 20. -.- Zadanie z polskiego zrobione i teraz "czekam" na jutro ;/


A jeśli mówisz o mnie źle, to pewny bądź że Cię pierdolę 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz