środa, 2 listopada 2011

my heart skip, skips a beat.

W sumie dzień nie taki zły. Wystarczyło tylko jedno przytulenie, jeden pocałunek i już na starcie mój humor był wspaniały, później lajtowo, czyli normalnie, czyli jak zawsze. Nie ogarnęłam jeszcze chemii - fuck! Ale dam radę.. zakuwam do nocy, trudno. Przeczytałam lekturę, jedyna lektura, która naprawdę była wspaniała i godna przeczytania! "Oskar i pani Róża" - ta książka dała mi dużo do myślenia, potrzebowałam tego co jest w niej zawarte, a chyba nigdy tak nie płakałam przy książce, nawet przy książkach Paulo Coelho. To było coś wspaniałego, nigdy się tak nie czułam. Odczuwałam ból, czytając o śmierci, był to ból duchowy, miałam ciężko złapać tlen, do tego tony łez.. wow. Teraz powtarzam sobie cały czas" to nie mogło być prawdą" to moje zachowanie. Jest mi teraz dziwnie pusto, jestem pełna niepokoju. Z jednej strony wywarła na mnie pozytywne wrażenie, ale jednak żyję teraz w tej cholernej niepewności. Jeszcze ta rozmowa przy kolacji.. za dużo tego jak na dzisiejszy dzień, zdecydowanie. Muszę na razie przestać o tym myśleć, a to nie takie łatwe. Coś czuję, że moja dzisiejsza kąpiel będzie trwała stanowczo dłużej niż zwykle, a teraz ta cholerna chemia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz