Zepsułam, wiem. Chociaż z drugiej strony nie można zepsuć czegoś co nie istnieje. Jaki zapie*dol. A wczoraj wszystko sobie ułożyłam, było spoko i dup. Tak to jest, gdy się wpieprzają osoby trzecie. Nie, nie jestem zazdrosna. Po prostu nie lubię, kiedy ktoś tratkuje drugą osobę tak samo jak mnie, bo nie, żeby coś ale łączyło nas coś więcej. Przynajmniej tak sądze, może się mylę to niech mnie ktoś oświeci. Ale niee, nie dam satysfakcji tej osobie, za nic w świecie, a że sobie tak myśli to ma pecha. Yh, chociaż tyle co sobie tutaj o tym napiszę. Miałam się ogarnąć już dawno, a dalej nie potrafię sobie w tej głowie ułożyć. Jedno jest pewne. Niezależnie od sytuacji napewno potrzebuję tego pana, ale rano dobiła mnie pewna rzecz: że kiedyś w końcu(w sumie to już za nie długo) się drogi nasze rozejdą i co wtedy? Nie chcę wiedzieć. Zjechałam na sentymenty. Jutro to będzie jakieś nie porozumienie, szkoła do 17, później kościół i w domu sobie będę dopiero o godzinie 19. Lubię to -.- dobra to idę być dalej złym człowiekiem, tulić swojego misia, leżeć na łóżku i takie tam inne.
/"A ja dalej siedzę otoczony tą samą ciszą"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz