poniedziałek, 30 stycznia 2012

Jednak nie pojechałam, że niby coś z prądem na sali robili, spoko. Jutro godzina 13, wybywam i mam zamiar się dobrze bawić. Pizga tam jak nie wiem i stwierdziłam, że ciężko byłoby mi znieść choćby tą jedną głupią godzinę przy tym mosirze. Może w przyszłym tygodniu się ociepli..  Tydzień coś nie coś zaplanowany. Boże.. teraz nawet tego nie można nazwać koleżeństwem, a co dopiero miłością -.- widzę, że faktycznie można zapomnieć o kimś bardzo szybko, ale nie sądziłam, że aż tak i dla kogoś takiego.. jprd, niech kończy się świat.
powie mi ktoś dlaczego przepłakałam całą niedzielę? przez niego? w sumie nic nowego. Ciężko jest, oj ciężko, a nie wiem jak się pozbierać. Właściwie nie powinno być ciężko, bo ten problem to w sumie żaden problem, tylko teraz mi się tak wydaje. Ale nie chcę być dla niego tylko wtedy, gdy nie wie co jest na zadanie, albo chce napisać kartkówkę na dobrą ocenę, albo żeby się na kimś wyżyć, bo ma zły dzień.. szczerze to już wolę, żeby nie odzywał się wcale -.-
jak tak patrzę to wszyscy teraz kochają, są w związkach, szczęśliwi... kiedyś i ja byłam... kiedy to było, a kiedy znów będę tak szczęśliwa? yh -.- na taki wieczór dobrze mi robi ciepłe kakałko, muzyka, gadu i ciepła bluza..luv it ;)
/smutek to najgorsza pora dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz